Wielka Śląska Katastrofa Kolejowa

Kiedyś nowoczesne pociągi - własność Województwa Śląskiego - obsługiwały w ramach Przewozów Regionalnych linię Sosnowiec - Tychy. Kiedyś...
Kiedyś nowoczesne pociągi - własność Województwa Śląskiego - obsługiwały w ramach Przewozów Regionalnych linię Sosnowiec - Tychy. Kiedyś... pl.wikipedia.org
Kiedy patrzę na to, co się dzieje na śląskich szynach kolejowych to ostatnie włosy na mojej głowie stają dęba. W projekcie przejmowania połączeń kolejowych przez spółkę Koleje Śląskie popełniono wszystkie możliwe do popełnienia błędy (i parę niemożliwych też).

Porwano się z motyką na słońce, bo jak inaczej nazwać "genialny" pomysł przejęcia WSZYSTKICH przewozów na śląskich torach w jednym momencie? Dopóki KŚ woziły pasażerów na jednej, dwóch liniach, wszystko działało jak trzeba. Kiedy ugryziono zbyt duży kawałek przewozowego tortu okazało się, że nie da się go przełknąć. Ot, po prostu. Spółka się udławiła.



Postawiono na "fachowca" przy konstruowaniu rozkładu jazdy. "Specjalistę", o którym podobno wszem i wobec mówiło się, że zna się na rzeczy, że jest niekwestionowanym autorytetem na skalę europejską. Sam byłem świadkiem rozmów, podczas których "fachowiec" wypowiadał jedynie słuszne tezy a pracownicy spółki łykali jak gęś kluski to, co nawet mnie wydawało się niedorzeczne. Jak dalece "fachowiec" się mylił, można zobaczyć choćby dziś, gdy sytuacja na torach jest już ponoć "opanowana". Im bliżej wieczora tym pociągi mają większe opóźnienie. Bo w rozkładzie jest "za ciasno". Bo pociągi po prostu nie nadążają.

Postawiono na czele spółki prezesa, dla którego słowo "odpowiedzialność" jest chyba pozbawione znaczenia. Jeszcze na dzień przed złożeniem dymisji przekonywał, że dramat na śląskich torach jest dziełem przypadku - winni są mróz, śnieg, nieprzygotowany dyspozytor, ale przecież nie on, dumny prezes, guru zarządzania. Oraz, jak się później okazało, manipulant pozbawiony cywilnej odwagi. Odszedł po cichu, bez "przepraszam", bez słowa wyjaśnienia.

Najbardziej niezrozumiały jest dla mnie jednak model komunikacji kryzysowej przyjęty przez Koleje Śląskie w chwili kiedy już było jasne, że projekt się wali. Zamiast wykorzystać wszystkie dostępne możliwości informacyjne, nie mówiono nic. Zamiast uruchomić Facebooka, Twittera, lokalne media, dworcowe tablice informacyjne, zamiast postawić na peronach ludzi z ulotkami, zamiast wysyłać ludziom smsy i wskazywać miejsca odjazdu zastępczej komunikacji autobusowej, po prostu nie zrobiono nic. W jednej chwili roztrwoniono cały kapitał zaufania wśród pasażerów, na jaki spółka pracowała przez rok. Bo zanim nastąpiła katastrofa Koleje Śląskie oceniane były naprawdę wysoko.

Serce mnie boli jak oglądam telewizyjne wiadomości. Dziennikarze nie zostawiają (i słusznie) suchej nitki na przegranym debiucie Kolei Śląskich. A wiszące gdzieniegdzie w Warszawie plakaty niedawnej kampanii wizerunkowej Województwa Śląskiego, akcentujące pracowitość i zaradność charakterystyczną dla tego regionu, jawią się dziś jak smutny, nietrafiony żart...
Trwa ładowanie komentarzy...