O autorze
Prawnik, kryminalistyk, samorządowiec. Pasjonat nowych technologii. W wolnych chwilach wokalista i gitarzysta basowy zespołu folkowego "Prawdziwe Perły"

Udręka i ekstaza*

Fot: z materiałów Urzędu Miasta Katowice
Stało się. Po kilku latach męczarni Katowice mają nowy dworzec PKP. Pachnący świeżością, czysty, przestronny i mocno zainwestowany. Pierwszoligowa przestrzeń publiczna zachowująca na dodatek nawiązania do "brutalnych" betonowych kielichów, z których słynął poprzednio stojący w tym miejscu budynek. Za chwilę w sąsiedztwie dworca rozpocznie działalność wielkie centrum handlowe, za dwie chwile pod budynkiem zostanie otwarty dworzec autobusowy i nieczynny dziś odcinek ulicy, a jakże, Dworcowej. No i się zaczęło.

Ekstaza na całego. "Wizytówka miasta" woła prezydent, "Coś, czego Katowice nigdy nie miały" wtóruje główny projektant. "Drzwi do Europy" i parę podobnych wypowiedzi.



Wsiadam w pociąg i pędzę do Katowic tylko po to żeby zwiedzić nowy obiekt. Widzę... dworzec. Mądrze zaprojektowany, wygodny, z sensownym systemem informacji i eleganckimi toaletami (wreszcie!) ale... Ale tylko dworzec. Ani wielki, ani nadzwyczajny. Po prostu dworzec. Inny niż większość polskich stacji kolejowych bo nowoczesny i zorientowany na ludzi. Są kasy, plazmowe ekrany z informacjami o pociągach i automaty biletowe. Można płacić kartą i odpocząć w oczekiwaniu na pociąg. Samej kawy da się tu spróbować od, szybko licząc, sześciu różnych dostawców. A poza kawą są ciasteczka, hamburgery, lody, słodycze, czekoladki, prasa i czego dusza zapragnie.

Nad czym zachwyty? Trudno powiedzieć. Cieszyć się trzeba, podobnie jak gratulować odważnej decyzji połączenia przestrzeni publicznej z galerią handlową. Ale z umiarem. Katowicki dworzec od zachwytów nie stanie się dworcem wrocławskim. Ani tym bardziej hamburskim. Bez wątpienia jednak swoje zadanie katowicki dworzec spełni wzorowo.

Udręka przychodzi później. "Zamiast dworca mamy jego ułamek" płacze autorka listu jednej z gazet. "Chcemy dworca a nie sklepu" wtóruje pasażer. A to przeszkadzają zbyt głośne megafony, a to brak poczekalni "z prawdziwego zdarzenia". Nawet otwarcie sklepu z preclami "U cioci Ani" zapowiadane jest z jako pojawienie się "kolejnej" placówki handlowej operującej w dworcowej przestrzeni.

Po co te narzekania? Trudno powiedzieć. Ręka w górę kto pamięta ostatnie kilka(naście) lat poprzedniego dworca. Przesiąkniętego brudem, pełnego wszechobecnej tandety, śmierdzącego. Jedyne emocje jakie we mnie budził to chęć ucieczki - za wszelką cenę i jak najdalej stamtąd.

Aż się chce zaśpiewać refren znanej piosenki Kultu o dworcu w Kutnie, nieaktualny zresztą, bo budynek niedawno gruntownie wyremontowano. Polska mentalność w całej okazałości. Od zachwytu wspaniałymi szarżami husarii po doła codziennej egzystencji.

PS. na stronach internetowych mojej ulubionej gazety przeczytałem własnie kolejne narzekania - tym razem na pełen "błędów" i "słabości" rozkład jazdy Kolei Śląskich. Bo pociągów jest więcej niż było. Bo jeżdżą o stałych godzinach. Ale za to niektóre z nich nie zatrzymują się w Ligocie...


* tytuł zapożyczyłem od Irvinga Stone'a. Miejmy nadzieję, że nie będzie narzekał ;-)
Trwa ładowanie komentarzy...