O autorze
Prawnik, kryminalistyk, samorządowiec. Pasjonat nowych technologii. W wolnych chwilach wokalista i gitarzysta basowy zespołu folkowego "Prawdziwe Perły"

Pieśni pachnące morzem

"Hiszpańskie dziewczyny" po polsku najpiękniej wykonuje zespół Ryczące Dwudziestki
"Hiszpańskie dziewczyny" po polsku najpiękniej wykonuje zespół Ryczące Dwudziestki fot. Marek Relich
Dawno, dawno temu nie latało się do Ameryki samolotem tylko pływało statkiem. Jeszcze dawniej statków nie napędzały maszyny tylko siła wiatru. Na pokładach żaglowców wielojęzyczne załogi oddawały się ciężkiej pracy. A żeby wysiłek było łatwiej skoordynować, śpiewano szanty. Pieśni, które przetrwały do dziś.

Szanty - bo tak się nazywa pieśni śpiewane niegdyś przez marynarzy - przeżywają dziś swoją drugą młodość. Dla mieszkańców nadmorskich krain (Anglii, Francji, Holandii czy Bretanii) są rodzajem muzyki ludowej. Dla Polaków stały się w ostatnich latach ciekawą, choć nieco egzotyczną niszą.

Pieśni mórz i oceanów "sprowadzone" do Polski w latach 70-tych przez dziennikarzy - pasjonatów kultury morskiej (Marka Szurawskiego, Janusza Sikorskiego, Jerzego Rogackiego i im podobnych) trafiły na podatny grunt. Śpiewane początkowo przy mazurskich ogniskach wkrótce trafiły na sceny festiwali. Okazało się, że melodie, które niegdyś służyły koordynacji pracy dziś dobrze pełnią funkcję rozrywkową. Polskie teksty pisane przez polskich artystów do nut dawnych szant opiewają uroki Mazur, chłód Bałtyku czy specyficzną wakacyjną atmosferę "portowych" miast rodzaju Giżycka czy Kołobrzegu. I "śpiewają się same" - kto z Was nie kojarzy ot choćby "Hiszpańskich dziewczyn"? A kto wie, że pieśń ta ma swoje korzenie w XVIII wieku…?

Polacy wnieśli spory wkład w promowanie pieśni mórz i oceanów. Tylko u nas śpiewa się szanty w kilkugłosowych harmoniach, tylko my szczycimy się "szantami" granymi do wtóru basowych gitar i zestawów perkusyjnych. Rodzajów i modyfikacji pieśni marynistycznych jest tyle ile wyobraźni w głowach artystów zajmujących się w Polsce tą muzyką. Szanta do wtóru heavy metal? Dlaczego nie - warszawska Strefa Mocnych Wiatrów i to potrafi. Ultraklasyczne morskie pieśni pracy? Proszę bardzo, wystarczy zajrzeć na strony Czterech Refów.

Na mapie Polski roi się od punktów, w których czekają na nas mniejsze czy większe szantowe festiwale. Internet oferuje kilka porządnych portali promujących tę tematykę. A czas spędzany w rytmie żeglarskich piosenek pachnie wiatrem i wodą przywodząc na myśl najpiękniejsze wspomnienia z wakacji pod żaglami.

Nie wierzycie? Przyjedźcie jutro do Tychów. Na festiwalu "Port Pieśni Pracy", nad Jeziorem Paprocańskim odżyją na chwilę czasy wielkich żaglowców i pieśni śpiewanych na ich pokładach.
Trwa ładowanie komentarzy...